MILA MESSI LEO Psie Marzenia

MILA MESSI LEO Psie Marzenia FCI (5.04.2013 - 16.10.2019)


Galeria >>



Kolejna wielka strata w naszej hodowli...

Mila – takie miała imię i taka właśnie była – najmilsza na świecie.

Odeszła. Opuściła nas 16 października 2019 roku. Miała dopiero 6 lat. Pokonał ją nowotwór kości przedniej łapki. Cierpliwie znosiła wszelkie zabiegi, jakim poddawaliśmy ją, gdy zapadł już wyrok – rak. Wylizywała z miseczki wszystkie lekarstwa, podawała łapkę, żeby wysmarować ją specjalnym żelem i zwinąć folią i bandażem. To były leki najnowszej generacji, które miał pokonać guz. Na trzy miesiące przywróciły nam wiarę, że się uda, że wszystko będzie dobrze. Niestety, zawiodły...

Początkowo myśleliśmy, że to zwykłe zgrubienie, opuchlizna, ponieważ bardzo mocno uderzyła się, z rozbiegu, o metalowe krzesło ogrodowe. Pierwsze badanie RTG nie wykluczało takiej ewentualności, ale powtórzone za miesiąc, nie dawało już żadnej nadziei. Guz powiększał się. Początkowo tylko utykała na tę łapkę, z czasem jednak podpierała się tylko lekko, aż całkiem przestała na niej chodzić. Poruszała się na trzech, ale nieźle sobie z tym radziła.
Pod koniec choroby straciła wzrok. Nadal się jednak nie poddawała. Do końca jadła z apetytem wszystkie posiłki, załatwiała potrzeby fizjologiczne poza domem.
W ostatni dzień, po obiedzie, siedziała sobie na swoim posłaniu, wodziła wokół niewidzącymi oczkami. Podchodziliśmy do niej co chwilę, przytulaliśmy, a ona lizała nas po rękach, po szyi. Żegnała się z nami. Później położyła się, była senna. I chociaż całe życie związana była bardziej ze mną, to umarła na rękach swojego pana.
Mila była tak wspaniałym i mądrym psem, że żadne słowa tego nie wyrażą. Wspaniale stróżowała na podwórku, nie bała się niczego. Była wierna i oddana całym sercem. Kiedy szliśmy na spacer wieczorem, czekała, aż dostanie do pyszczka swoją latarkę. Biegła i oświetlała po drodze wszystkie zarośla, a pozostałe psy szły za nią i korzystały z tego. Robiła to świadomie. Nie, żeby nieść coś w pysku, ale żeby było lepiej widać. Kiedy latarka traciła moc, bo była słabo naładowana, to zaraz ją rzucała, bo nie spełniała swojej roli – nie rozjaśniała jej drogi.
Bardzo lubiła wodę. Świetnie pływała w jeziorze. Ani na Mazurach, na wielkiej łące, ani w lesie, nigdy się od nas nie oddaliła. Mogliśmy zawsze być jej pewni.
Rzadko pokazywaliśmy ją na wystawach. Mimo wielu zalet eksterierowych, była zawsze lekko otyła. Lubiła pojeść i smakowało jej absolutnie wszystko!
Raz urodziła szczeniaczki – trzech chłopczyków. Z następnego miotu chcieliśmy zostawić sobie jej córeczkę. Ale zamiast krycia, pojawiła się choroba i pokrzyżowała wszystkie ludzkie plany. Dlatego jest nam jeszcze bardziej przykro, bo odeszła od nas całkowicie.
Milusiu, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa za Tęczowym Mostem, gdzie dołączyłaś do swojej mamy, Lizy, która czekała tam na ciebie tylko cztery miesiące. Ufam, że tam wszystkie pieski, które były chore – są znów zdrowe, tak, jak pamiętamy je z najlepszych czasów, że bawicie się wszyscy razem.
Chciałabym kiedyś zobaczyć tam Ciebie, żebyś wyszła po mnie, kiedy przyjdzie pora i razem przekroczymy Tęczowy Most. Wtedy już nigdy się nie rozstaniemy.
Teraz odeszłaś z mojego życia, ale nie zniknęłaś z mojego serca!



WYSTAWY

Rok

Miasto

Wystawa

Ocena

Medal

Tytuły

2013

Warszawa

Klubowa Molosów

obiecująca

 

 

2015

Brodnica

krajowa

bardzo dobra

 

 

2015

Opole

międzynarodowa

doskonała

srebrny

 

2015

Gostynin

krajowa

bardzo dobra

 

 

Copyright © 2015 Mariusz Śliwiński

Wstecz
English version Polska wersja